Nie całkiem Hygge

Maciej Zaremba „Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji”

Ciepłe swetry, życzliwi a nie wścibscy ludzie, sympatyczne państwo socjalne, równość płci, tolerancja i egalitaryzm. Mniej więcej tak widzę Szwecję, stąd pakując się na porodówkę jako podręczną lekturę wybrałam „Polskiego Hydraulika i inne opowieści ze Szwecji” licząc na to, że w trudach oczekiwania na narodziny córki lektura ta ukoi mnie niczym ciepły koc z IKEI. Dość szybko zorientowałam się, że to nie jest właściwa lektura na ten czas, nie jest to sztokholmska Jeżycjada.

Książkę najprościej można podsumować jako demitologizację Szwecji. Kraj ten pokazany jest jako miejsce sparaliżowane przez związki zawodowe (tu ukłony dla lewicujących znajomych), rządzony przez nepotyczne partie polityczne i pozbawionych wrażliwości polityków. Państwo, w którym idee egalitaryzmu i sprawiedliwości są w przedziwny sposób wykrzywione. Miejsce, w którym profesjonalizm oznacza brak życzliwości. Autor pisze o pielęgniarkach zwalnianych z pracy za okazywanie sympatii pacjentom, o tworzeniu gett dla uchodźców, o karaniu ofiar za to, że znęca się nad nimi grupa, o skazywaniu osób chorych psychicznie na wyroki karne.

Moją uwagę szczególnie zwróciły dwa reportaże. Tytułowy „Polski Hydraulik” pokazuje jak tamtejszy układ zbiorowy oddaje de facto decyzję o zatrudnieniu w ręce związków zawodowych, jak pod pretekstem ochrony praw pracowniczych neguje się unijną swobodę przepływu osób, jak nieszwedzkie firmy bankrutują gdy nadepną na odcisk szwedzkim związkowcom. Nie, nie łamaniem praw pracowniczych, ale zatrudnianiem ludzi z Europy Środkowej i Wschodniej. Szwedzkie związki mogą doprowadzić do zwolnienia z pracy każdego nie-Szweda.

Zamykający zbiór „Witajcie w Unimikistanie” to reportaż o Kosowie, a konkretnie o tym, jak prowincja była zarządzana przez ONZ. Właściwie wydawałoby się, że nie jest możliwe, aby pod okiem UE i OBWE społeczność międzynarodowa stworzyła tak skorumpowany system, który zamiast wspierać i chronić, wyzyskiwałby administrowane terytorium. Autor opisuje, jak łatwo jest stworzyć kolonialny porządek tylko dlatego, że dostało się odrobinę władzy. Stabilizowanie sytuacji w Kosowie było operacją nie tylko polityczną, ale także militarną tymczasem „Wojskowi (…) odkryli, że w Kosowie dowodzą nie armią, ale czymś, co najbardziej przypomina sanatorium na pikniku. Każda grupa pensjonariuszy ma swoje własne przepisy. Amerykanom nie wolno walczyć z cywilami. Słowakom używać pałek. Niemcom przechodzić przez ulicę, bo tam kończy się ich sektor. (…) Były to cavetas – warunki, jakie każde państwo postawiło przystępując do misji w Kosowie. (…) W całym kraju nie było generała, który by wiedział, kto na co miał zgodę a na co nie miał.”

Zaremba-Bielawski pisze reportaże dla szwedzkiego czytelnika i po szwedzku, co może powodować, że jego teksty są hermetyczne. Tam, gdzie autor pisze o przemocy i opisuje fakty, słowa proste i suche. Natomiast tam, gdzie rozważa, autopolemizuje i przedstawia własne przemyślenia, fraza staje się wydłużona, nieregularna i niewygodna w czytaniu. Nie wiem na ile jest to kwestia stylu autora, a na ile tłumaczenia, ale nie jest to łatwa lektura, nie tylko ze względu na ciężar poruszanych tematów.

Nie jest to nowość, ale polecam. Choć może nie bierzcie tej książki na porodówkę.

Maciej Zaremba Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji

Czarne, Wołowiec 2008

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *