Stanisław Łubieński „Dwanaście srok za ogon”

Dzisiaj podobno dzieci na pierwszą komunię dostają laptopy i quady, za moich czasów ofiarowywano inne dary. Ja mogłam się cieszyć między innymi podświetlanym globusem, tomiszczem bajek La Fontaine’a oraz dwutomowym atlasem ptaków. Atlas jakiś czas stał na półce, ale szybko powędrował na strych i stoi tam po dziś dzień. Znając swój ornitologiczny zapał, obawiałam się, że esej reporterski Stanisława Łubieńskiego znudzi mnie śmiertelnie.

Bądźmy uczciwi: na pytanie o gatunki ptaków wymienię może dwadzieścia, a rozpoznam dziesięć. O istnieniu wielu ptaków nie miałam pojęcia, więc lekturę co chwila przerywało mi poszukiwanie kraski, dropia, rybitwy czy błotniaka. Dwanaście srok za ogon to książka traktująca o ptakach żyjących wokół nas. To pierwsze zaskoczenie, bo spodziewałam się głównie krajobrazów stepowych, lasów, a najlepiej stacji obserwacyjnej w Teremiskach. Tymczasem autor książki uświadamia, że obserwacje można prowadzić również w mieście, gdzie żyje wiele gatunków ptaków. Miasto to dla nich wielkie zagrożenie, ale też wygody – ciepło, mniej drapieżników i lepsza dostępność jedzenia. Kto nie zaniedbał ongiś wertowania atlasu ptaków, może spacerując po mieście odkryć istnienie wielu gatunków.

Mimo że nie jest to powieść kryminalna, trup ściele się gęsto. Na całym świecie giną zarówno gatunki pospolite, jak i takie które podlegają ochronie. Jak wielka jest ingerencja człowieka w przyrodę pokazuje przykład gołębia wędrownego, który był prawdopodobnie najliczniej występującym gatunkiem na ziemi. Populacja tego gatunku spadła do zera. Przyczyny umierania całych gatunków ptaków są różne, ale zawsze mają źródło w działalności najskuteczniejszego z drapieżników. Nawozy sztuczne, fermy wiatrowe, kłusownictwo i legalne myślistwo – wszystko to drastycznie wpływa na bioróżnorodność naszej planety.

Dwanaście srok… jako świadectwo cywilizacji jest lekturą przygnębiającą, jednak można ją także czytać jako opowieść o pasji i miłości. Wzruszające są świadectwa poświęcenia, z jakim birdwatcherzy szukają rzadkich gatunków. Wyższy stopień wtajemniczenia osiągają birdwatcherzy-fotografowie, którzy nie tylko muszą znaleźć latający obiekt, ale także z szacunkiem dla niego znaleźć odpowiedni kadr i światło. Historia o fotografowaniu puchacza za dnia to opowieść heroiczna. Podobne bohaterstwo cechuje prowadzącego ptasi azyl Zbyszka. Jeżeli czytając „ptasi azyl” macie słodkie skojarzenia z atmosferą palmiarni i ptasim mleczkiem muszę Was rozczarować. „Chodzę spać o czwartej, piątej rano, wstaję przed dziesiątą. Karmię ptaki. Przez cały dzień grzebię w kupach, w owadach, w mięsie, ciągle się odkażam. Bez przerwy walczę ze smrodem i sprzątam. Śniadanie jem koło czternastej (…) Znowu karmię ptaki. Pisklęta powinny jeść co godzinę, jestem w ciągłym niedoczasie. Przekładam na drugą stronę ręczniki, którymi wyściełane są klatki. Kupuję mrożonki. Obiadokolację jem o dwudziestej drugiej. O chorobach zawodowych dowiem się za parę lat. Chyba nie mam pasożytów”.

Stanisław Łubieński jest birdwatcherem, jego miłość do ptaków jest przedstawiona bardzo autentycznie. Ale ta książka nie jest tylko o tym. Ptasia tematyka daje też pretekst do gawęd o malarstwie, literaturze, społeczeństwie. Znajdziemy tam sporo erudycyjnych anegdotek i błyskotliwych historyjek, ale także naprawdę poważne tematy, takie jak wspomniana wyżej niszczycielska działalność człowieka. Bardzo podoba mi się równowaga, z jaką książka jest skonstruowana – ornitologiczna pasja jako oś, która prowadzi nas przez inne dziedziny życia.

Birdwatching wydawał mi się dotychczas zjawiskiem niszowym, tym bardziej zaskakuje jak wielka jest jego skala i jak wielu znanych ludzi pasjonuje się obserwowaniem ptaków. Wśród birdwatcherów znajdziemy między innymi Iana Fleminga, Jonatana Franzena i Raymonda Tuska, a także kilku polskich polityków o różnorodnym politycznym ubarwieniu. Autor wyraża nadzieję, że jeżeli ktoś obserwuje ptaki, nie może być złym człowiekiem.

Nie wierząc w tę zależność, wszystkim nam tego właśnie życzę.

Stanisław Łubieński Dwanaście srok za ogon

Czarne, Wołowiec 2016

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *