W soczewce

Marcin Kącki „Białystok. Biała siła, czarna pamięć”

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz usłyszałam o żołnierzach wyklętych. Prawdopodobnie świadomie temat dotarł do mnie, gdy oglądałam przedstawienie Teatru Telewizji Inka 1946. Spektakl o Danucie Siedzikównie, sanitariuszce oddziału Łupaszki, jest wstrząsający i trudno po nim o krytyczną refleksję. Kilka miesięcy przed premierą głośno było też o odsłonięciu w Zakopanem pomnika Józefa Kurasia ps. Ogień. W uroczystościach upamiętniających Ognia brał udział prezydent Lech Kaczyński, mimo licznych protestów Słowaków, Żydów oraz Światowego Związku Żołnierzy AK. Inka i Ogień. Śmierć zadana przez totalitarne państwo. I trudne do rozplątania kontrowersje.

Z czasem żołnierze wyklęci stają się coraz bardziej rozpoznani, a może nawet modni. Można pomyśleć: wierni zasadom patrioci, walczyli o wolną Polskę do samego końca, nawet gdy nie było już szans na zwycięstwo. Określenie wyklęci dodaje im tajemniczości, leśni ludzie stają się postaciami trochę jak z baśni, trochę jak z mitologii. Jest życie na krawędzi, jest przemoc, śmierć. Herosi wychodzący z lasu na zamgloną polanę. Ta mitologia przemawia do młodzieży, kibiców i środowisk prawicowych, symbole wyklętych można znaleźć na stadionach, w towarzystwie falangi, na koszulkach przedstawiających indyjski symbol szczęścia, obok kotwic upamiętniających Powstanie Warszawskie.

Białystok. Biała siła czarna pamięć Marcina Kąckiego częściowo rozprawia się z tym mitem. Autor pisze o działalności wyklętych na Podlasiu. Z zebranych świadectw wynika, że dla zamieszkałej tam ludności prawosławnej najtrudniejszy czas zaczął się już po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy to rozpoczęły tam działalność oddziały żołnierzy wyklętych, w tym Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszka i Romualda Rajsa ps. Bury. Dość wspomnieć o pogromie w Zaleszanach, gdzie oddział spalił lub zastrzelił 16 osób, w tym niemowlęta. Autor przytacza też informacje o gwałtach, jakie miały miejsce w pacyfikowanych wsiach. Dwuznaczność oceny wyklętych wynika z tego, że wielokrotnie byli oni skazywani na karę śmierci nie za walkę z komunistycznym terrorem, tylko za przestępstwa, które podczas pełnienia swojej misji popełniali wobec ludności cywilnej. Bury został stracony właśnie za masakry, których dokonał jego oddział, ale w 1995 roku sąd wojskowy go ułaskawił w uzasadnieniu pisząc, że „działania zmierzały do realizacji celu nadrzędnego”, a fakt pacyfikacji ludności cywilnej wynikał z wyższej konieczności.

W tych okolicznościach toczy się wojna o nazwy i pomniki. Jest w Białymstoku rondo Żołnierzy Wyklętych, jest na reprezentacyjnym placu wielki napis Bóg, Honor, Ojczyzna. Nie ma pamięci o Żydach, którzy w 1939 r. stanowili większość populacji miasta. Zresztą w całym regionie jest kłopot z pamięcią o żydowskich sąsiadach, mimo prób poznania tej części historii miasta przez lokalne siłaczki. Jednak bardziej skuteczna w przypominaniu żydowskiej przeszłości jest skupiona wokół środowisk skinów młodzież, która od czasu do czasu urządza rajd po mieście ze sprejami ozdabiając mury napisami SS, Jude raus i White Power. Nastolatkowie nie oszczędzają także cmentarza żydowskiego, w wiadomościach wysyłanych do siebie po akcji cieszą się na myśl, że będzie o tym głośno w mediach.

Żydów w Białymstoku już nie ma, ale mieszkają tu czarnoskórzy których można pobić, Hindus z narzeczoną i teściami, którym można podpalić mieszkanie, albo czeczeńska rodzina, której dom można obrzucić kamieniami, raniąc przy tym dwumiesięczne niemowlę. I nikt nie widzi związku między atmosferą, w której mitologizuje się wyklętych, akceptacją dla nacjonalistycznych haseł na stadionach, murach, demonstracjach i mszach, a przejściem od ostrych słów do krwawych czynów.

Gdy pytano mnie, co teraz czytam, odpowiadałam „taką książkę o naziolach”, ale to oczywiście uproszczenie. Białystok jest też o pięknych ludziach, którzy próbują coś zmienić, organizują teatry, warsztaty, spotkania. Pokazują inne kultury, oddają cześć zmarłym i pomordowanym mieszkańcom miasta, szukają tożsamości narodowej i seksualnej. Jest też o kulturze disco polo i ludowej religijności. Autorowi znakomicie udał się ten spacer po podlaskich traumach i sukcesach, z wyjątkiem może ostatniego reportażu o in vitro. To bardzo ciekawy tekst, ale tematyką odstaje od książki.

Na motywach książki Kąckiego w kwietniu 2016 r. białostocki Teatr Dramatyczny wystawił spektakl Biała siła, czarna pamięć. Przedstawienie w reżyserii Piotra Ratajczaka zostało pozytywnie przyjęte przez krytykę (recenzje można przeczytać tutaj i tutaj) i nagrodzone na kilku festiwalach teatralnych. Premierę oprotestowali narodowcy z Obozu Narodowo-Radykalnego, uznając, że zarówno książka jak i spektakl godzą w dobre imię Białegostoku. Tuż przed marszem narodowców (zakończonym mszą świętą celebrowaną przez Jacka Międlara, wówczas jeszcze księdza) Politechnika Białostocka wysłała mailem do swoich zagranicznych studentów zalecenie, aby w dniu marszu nie opuszczali akademików i mieszkań, nie chodzili po mieście, w tym po kampusie uczelni, w celu uniknięcia nieprzyjemnych incydentów. Sprawę upublicznił Ośrodek Monitorowania Zachowań Ksenofobicznych i Rasistowskich, o którego delegalizację zabiega ONR i Jacek Międlar. Wniosek w tej sprawie Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało w zeszłym tygodniu do prokuratury.

Samo przedstawienie jest aktualnie zdjęte z afisza. Od tego roku Teatr Dramatyczny ma nowego dyrektora, który podając różnorakie przyczyny wstrzymał jego wystawianie w Białymstoku i na festiwalach teatralnych. Początkowo opinia publiczna została poinformowana, że powodem jest choroba jednego z aktorów, obecnie funkcjonuje wersja o naruszeniu praw autorskich. Sytuacja jest dynamiczna, ale jest nadzieja, że spektakl zostanie jednak przywrócony.

Czytając tę książkę myślałam, że faktycznie ten Białystok został trochę niesprawiedliwie potraktowany. Wprawdzie podpalano tam domy i auta cudzoziemcom i dewastowano pomniki żydowskie, w tamtym kierunku ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz wysyłał służby, kiedy mówił skinom „Idziemy po was”. Ale gdyby książka ta się wyprzedała, to proponowałabym autorowi napisanie wydania drugiego, poszerzonego. I może inny tytuł. Polska.

Marcin Kącki Białystok. Biała siła, czarna pamięć

Czarne, Wołowiec 2015

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *